O nas

Karatekot Dojo powstało w salonie. Konkretnie: na kanapie, o 3:12 w nocy.

Nasz kot, bezimienny tu z litości, właśnie po raz czwarty tej nocy zaatakował stopy pod kołdrą. Rano nasze przedramiona wyglądały, jakbyśmy przegrali turniej w kickboxingu z jeżozwierzem. Wędki z piórkiem? Nudne po minucie. Myszki na sprężynie? Leżały pod szafą. Gołą ręką? Wiadomo, jak się kończy.

Wtedy wpadliśmy na prosty pomysł: skoro kot chce walczyć, dajmy mu godnego rywala. Takiego, który oddaje ciosy, szeleści uszami, pachnie kocimiętką i ma czarny pas. A rękę schowajmy w grubym, wyściełanym rękawie, żeby pazurki trafiały w plusz, a nie w skórę.

Tak narodził się Karatekot

Pluszowy sparingpartner na przedramię. Ty sterujesz łapkami i głową, kot kopie, gryzie i łapie, a po 15 minutach treningu zasypia jak suseł. Koniec nocnych harców, koniec rąk w kreskach, początek wspólnej zabawy twarzą w twarz.

Kodeks naszego dojo

  • Ręka to nie zabawka. Do walki jest Karatekot, ręka służy do głaskania.
  • Kot ma się wyszaleć w dzień. Wtedy noc należy do Ciebie.
  • Testuj bez ryzyka. Masz 30 dni gwarancji satysfakcji.
  • Mówimy po ludzku i po polsku. Napisz do nas przez formularz kontaktowy, odpowiadamy w dni robocze.

Witaj w dojo. Kot już czeka na matę.